BIESZCZADY 2007


Bardzo spontanicznie postanowiliśmy ponownie odwiedzić piękny i dość odległy rejon Polski jakim są Bieszczady. Tym razem do naszej rodzinki dołączył Szymon, przyjaciel Krzysia i całą piątką w piątkowe, sierpniowe popołudnie wyruszyliśmy do Krakowa. Polskie drogi to jedna wielka tragedia. Omijając autostradę, na której odcinek 68 km z Katowic do Krakowa jechało się dziś 3h, utknęliśmy w korku w centrum Krakowa i zamiast dwie godziny do Węgrzców jechaliśmy cztery. Chłopakom to nie przeszkadzało i nie zważając na porę dnia, a raczej nocy dostali pozwolenie na zabawę z kuzynostwem za którym już lekko się stęsknili. 

Krzys od razu zanurkowal w wodach Zalewu Solinskiego Ola wolala zabawe na plazy
Kosciól w Górzance Kosciól w Górzance - wnetrze

Sobota 25.08

Dzięki noclegowi u brata mogliśmy zaoszczędzić sobie bardzo wczesnego wstawania w sobotni poranek. Wyruszyliśmy w drogę tuż po śniadaniu i wbrew naszym obawom nie było problemów z korkami. Trasą przez Brzesko, Tarnów, Jasło, Krosno i Sanok dość szybko byliśmy u podnóża Bieszczad. Jedynie pogoda nie do końca się sprawdzała i zamiast zapowiadanego słońca na niebie wisiały bezdeszczowe chmury. Wszystkie dzieciaki tym razem dzielnie znosiły trudy podróży i po małych zakupach spożywczych w Sanoku ruszyliśmy dalej Niestety w Berezce i Polańczyku wszystkie miejsca noclegowe w agroturystykach gdzie pytaliśmy były zajęte. A jest ich tutaj sporo. Dopiero w Wołkowyji udało się nam znaleźć nocleg blisko Zalewu Solińskiego za 25 PLN od osoby. Większość ludzi dookoła zalewu żyje z turystów, a że trzeba zarobić na cały rok w ciągu lata to prawie wszystkie pokoje są poprzerabiane na kwatery.

Tama w Solinie Zalew Solinski to piekna pozostalosc po socjalistycznej Polsce
Spacer po tamie Solina to raj dla zeglarzy

Na obiad wybraliśmy się do Terki do polecanej przez gospodynię smażalni ryb. Można polecić ten lokal gdzie świeże pstrągi były przygotowywane na grillu na naszych oczach i smakowały wybornie wszystkim bez wyjątku. Popołudnie ku radości chłopaków spędziliśmy na miejscowej "plaży" wykorzystując słońce które w końcu wyszło zza chmur. Jak nie dużo człowiekowi potrzeba. Trochę wody i brzegu nad nią, na którym można poleżeć wygrzewając się i leniuchując. Kąpiel była bezpieczna, kąpielisko ograniczone bojami, a nad wszystkimi czuwał pan ratownik. Woda nie była krystaliczna głównie z powodu mułu który unosił się z dna ale dość ciepła i Krzyś z Szymonem spędzili w niej całe popołudnie. Wieczorem przed kolacją podjechaliśmy jeszcze do Górzanki gdzie znajduje się jeden z wielu w Bieszczadach drewniany kościółek, ale w sobotni wieczór był on zamknięty. Postanowiliśmy zajrzeć tu nazajutrz na mszę świętą. Kolacja przebiegła z małymi problemami gdyż musieliśmy ustalić, który chleb jest normalny biały czy czarny, ale w końcu nikt głodny spać nie poszedł. 

Stacja w Ustrzykach Dolnych kosciól w Równi
cerkiew w Ustjanowej Swiatynia w Smolnikach

Niedziela 26.08

O dziwo nie było problemów z obudzeniem kawalerów którzy dostali swój własny pokój i po szybkim śniadaniu byliśmy gotowi, aby jechać na poranną mszę. Co z tego skoro któryś z gości zablokował nam wyjazd i nie było szans zdążyć pieszo na ósmą rano - z kwatery mieliśmy ponad 4 km. Musiałem więc znaleźć właściciela bordowego samochodu i udało mi się to w końcu za ostatnimi drzwiami do których zapukałem. Obudziliśmy wszystkich wczasowiczów przez bezmyślność jednego i oczywiście przez nasze problemy ze spaniem w niedzielny poranek. Kościół w Górzance jest pięknie położony na wzgórzu ponad drogą i pomimo nieco szpecącego go blaszanego dachu warto przyjechać tu by go obejrzeć. Mieliśmy też możliwość uczestniczyć w nabożeństwie mszalnym i podziwiania świątyni wewnątrz. Z jednej strony myślałem kiedyś że to niedobrze, że nasz kościół katolicki poprzejmował prawosławne cerkwie na wschodnich kresach Polski, ale z drugiej prawdopodobnie tylko dzięki temu ocalały i służą wiernym obecnie. Ciekawym byłoby porozmawiać jak widzą to prawosławni i mam nadzieję, że w czasie naszej wycieczki będzie możliwość porozmawiać z nimi. Po nieco odmiennej mszy z udziałem wspólnoty neokatechumenalnej ruszyliśmy na poszukiwania przygody i pogody. Pierwszym przystankiem była Solina. Miejsce bardzo popularne wśród wczasowiczów, a dla mnie tragiczne. Ale trzeba było uczestnikom naszej wycieczki tamę na Sanie pokazać. Już o 10 rano trudno znaleźć miejsce na parkingach przy deptaku przypominającym jako żywo Zakopiańskie Krupówki. Za 3 PLN za każdą rozpoczętą godzinę zostawiliśmy naszego peugeota na parkingu i ruszyliśmy w kierunku tamy mijając po drodze stragany z różną tandetą. Wróciłem na chwilę do samochodu zapomniawszy zabrać dokumentów i usłyszałem od miłego Azjaty obsługującego parking "Nie ma gowa to ma noga" wypowiedziane z czarującym uśmiechem, z którego Azjaci słyną. Musiałem wysłuchiwać narzekań młodzieży, że nic nie chcę im kupić. Ale za to obejrzeliśmy pstrągi przy zaporze, bosego artystę grającego w słońcu na dudach by zarobić na życie, przystań statków wycieczkowych, wesołe miasteczko nad zaporą, żaglówki pomykające po wodzie i tłumy różnorodnych wczasowiczów, dla obejrzenia których może warto było tu zajrzeć. Uciekaliśmy z Soliny bardzo szybko. Tamę znacznie dokładniej widać z drogi do Łobozowa i nie omieszkałem wykonać tu kilku fotek.

W Bieszczadach mnostwo zapomnianych grobow na bieszczadzkim szlaku flora w Bieszczadach

Kolejnym punktem programu był jedyny w swoim rodzaju maleńki drewniany kościół w Równi. Jest on wyjątkowy ze względu na swój trójkopulasty dach. Historia byłej cerkwi na szczęście nie skończyła się jak wielu innych, po których zostały już tylko obrazki, zdjęcia i wspomnienia. W Równi dzięki determinacji wiernych udało się świątynię uratować i odnowić pomimo iż w czasach radzieckich był tu nawet magazyn. Mieliśmy możliwość zajrzeć do środka gdzie nie ma za wiele miejsca. W odróżnieniu od starych malowideł na ścianach w Górzance tu mamy świeże surowe drewno i zamiast organów pod pierwszą kopułą syntezator z wystającą kolumną ogromnych rozmiarów bodajże firmy Altus. Z Równi pojechaliśmy do Ustrzyk Dolnych głównie po to by napełnić żołądki. Trafiliśmy do baru Niedźwiadek i bardzo się nam spodobał. Miła obsługa, rozsądne ceny i co najważniejsze smaczne jedzenie. Zjedliśmy bieszczadzki placek, ukraiński barszcz, łemkowskie pierogi i pizzę. Zbyt długo w Ustrzykach Dolnych nie zabawiliśmy ponieważ pogoda zaczęła się poprawiać i ruszyliśmy nad obiecane chłopakom plażowanie. Po drodze obejrzeliśmy jeszcze kolejną drewnianą cerkiew w Ustjanowej. Nie ma problemu by trafić do tych pięknych kościółków. Dojazd do wszystkich, położonych na specjalnie wyznaczonych szlakach architektury drewnianej, jest doskonale oznakowany. Tym razem nie udało się nam wejść do środka więc chłopaki byli zadowoleni, że nasze zwiedzanie nie trwało zbyt długo. Ciekawe czy kiedyś zaczną się interesować tym co z polskiej historii mogą jeszcze zobaczyć na własne oczy. Jak na razie cały dzień dyskutowali o Harrym Potterze i rodzajach czarów rzucanych w Hogwardzie :).Dotarliśmy w końcu po lekkich kłopotach z odnalezieniem brzegu jeziora na "plażę" w Teleśnicy. Miejsce wykorzystywane jest głównie przez miłośników żeglowania jako port, ale na zielonej trawie jest gdzie rozłożyć koc i poopalać się a miejsce w wodzie dla młodzieży i nie tylko też się znalazło. Wprawdzie na brzegu wisiała tabliczka z zakazem kąpieli, ale woda wyglądała na względnie czystą, muliste dno nie kryło żadnych niespodzianek a głębokość była idealna dla Krzysia i Szymona i kilku innych młodzieńców z którym wspólnie zabawiali się nie wychodząc z wody przez kilka godzin. O dziwo w tak urokliwym zakątku nie było zbyt wiele osób i w porównaniu z Polańczykiem czy Soliną było rewelacyjnie spokojnie. Poleniuchowaliśmy dość długo dopóki słońce nie schowało się za górujący nad brzegiem szczyt Jaworu. Wracając na kwaterę objechaliśmy ponownie zalew od północy i tym razem w Solnie było jeszcze więcej samochodów. Po powrocie okazało się, że świat jest bardzo malutki. Spotkaliśmy bowiem nocujących w pokoju obok parę młodych turystów, którzy przyjechali tu z  Białej - tej samej małej wioski koło Częstochowy, z której sam pochodzę :). Wieczorem jeszcze pograliśmy w Wizzarda. 

Dobry sposob na zwiedzanie gor... To moze byc prezent na najblizsze urodziny
Cisza przed burza Pozostalosci po cerkwi w Bukowcu

Poniedziałek 27.08

Pospaliśmy dłużej niż zwykle, ale w końcu byliśmy na wakacjach. Nad jeziorem przez okno pięknie świeciło zgodnie z prognozą wschodzące słońce. Planowaliśmy dziś wędrówki po górach i zmianę miejsca zakwaterowania. Trochę zajęło nam zjedzenie śniadania i spakowanie bagaży do samochodu, ale w końcu jechaliśmy drogą otaczającą zalew na południe w kierunku Lutowisk. Dobrze że mamy trochę wyższe zawieszenie ponieważ postanowiłem pojechać skrótem, a niektóre bieszczadzkie trasy mają znaki "droga nie remontowana". Jeśli ktoś się spieszy lepiej by jeździł głównymi, ale my mieliśmy dużo czasu i przejechaliśmy 9 km w pół godziny dziurawym asfaltem, który jest chyba gorszy niż zwykła droga szutrowa. W Lutowiskach zrobiliśmy zakupy spożywcze. Następnie obejrzeliśmy kolejny drewniany kościół przejęty przez katolików w Smolnikach. Trafiliśmy właśnie na renowację dachu i mieliśmy możliwość obejrzenia jak przygotowywane i układane są klepki na trójkopułowym dachu. Tutejsza świątynia podobnie jak większość bieszczadzkich została przywrócona do użytku sakralnego po okresie dewastacji. Niestety większość bojkowskich i łemkowskich cerkwi została zniszczona i to nie w okresie wojny, ale tuż po kiedy Bieszczady przechodziły jeden z tragiczniejszych okresów w swojej historii - walki ukraińsko - polskie i panowanie komunistycznego reżimu ZSRR. Podobno po stronie ukraińskiej ostało się znacznie więcej cerkwi i trzeba będzie w przyszłości zaplanować wycieczkę w pozostałą część Bieszczad by zweryfikować te informacje. Na razie jednak mieliśmy jeszcze sporo w planach po stronie polskiej. Bieszczadzką pętlą dojechaliśmy do Ustrzyk Górnych, gdzie zaczynają się szlaki na najpiękniejsze widokowo szczyty - pętlę Tarnica - Krzemień - Halicz - Rozsypaniec i na Połoninę Caryńską. Plany mieliśmy ambitne, ale niestety pogoda nie chciała współpracować. Pomimo zapowiadanego słońca niebo zasnuło się chmurami, które od czasu do czasu przybierały granatową barwę i raczyły nas kroplami deszczu. Najpierw próbowaliśmy znaleźć nocleg w hotelu Górskim, gdzie jednak z powodu dużej ilości kolarzy nie było miejsc - ceny za dwójkę w granicach 100 PLN ze śniadaniem. Trafiliśmy więc do Karczmy pod Caryńską, gdzie najpierw zjedliśmy smaczny obiad, a potem dostaliśmy pokój na poddaszu za 25 PLN od osoby.

Wypalanie wegla drzewnego Polonina Wetlinska
Wypas owiec na poloninach Bieszczadzka ciuchcia

W góry nie odważyliśmy się wyjść, ale wróciwszy nieco pętlą na północ skręciłem na Muczne i pojechaliśmy doliną Sanu na "koniec" Polski, przynajmniej południowo-wschodni. Droga jak większość w Bieszczadach oprócz głównej obwodnic nie była najlepsza i zawsze trzeba to brać pod uwagę planując czasy przejazdu. Najpierw za Mucznem zrobiliśmy sobie spacer na punkt widokowy by ze wschodu obejrzeć Krzemień i Bukowe Berdo, a potem już wzdłuż Sanu i granicy z Ukrainą jechaliśmy na południe. Po stronie wschodniej niebo było ciemno granatowe, a po zachodniej od czasu do czasu przez chmury przebijało się słońce by prześliczne krajobrazy robić bardziej fotogenicznymi. Niestety ścieżka na torfowisko w Tarnawie jest zamknięta, a na wędrówkę do źródeł Sanu nie mieliśmy czasu. Z parkingu w Bukowcu trzeba około 3 godzin by dojść do faktycznego "końca" Polski. Zrobiliśmy więc godzinną wycieczkę do cmentarza z czasów I wojny światowej i ruin prawosławnej cerkwi. Ruiny okazały się być zagajnikiem ze śladami murów. Dobrze, że w ramach Bieszczadzkiego Parku Narodowego podejmowane są działania zmierzające do zachowania przynajmniej śladów takich miejsc, ale szkoda że mnóstwo wspaniałych zakątków zostało zniszczonych bezpowrotnie. Wspólnie zastanawialiśmy jak ludzie żyją w nielicznych domostwach na tych terenach zimą skoro wcale nie tak łatwo dotrzeć tu latem. W drodze powrotnej obejrzeliśmy jeszcze jak wypala się węgiel drzewny i wieczorem wróciliśmy do karczmy. Ola miała sporo problemów ze spaniem z powodu trwającej do pierwszej w nocy dyskoteki, ale nie przeszkodziło jej to obudzić się jak zwykle o szóstej rano. 

Niespodzianka na samochodowym szlaku W rezerwacie przyrody Zwiezlo
Bieszczadzka 'chata'  i jeszcze jedna....

Wtorek 28.08

Ponownie pogoda pokrzyżowała nam plany. W internecie przeczytaliśmy o słońcu od rana a w Ustrzykach od rana lał jak z cebra. Wprawdzie po dwóch godzinach przestało padać, ale chłód, wiatr, niepewność pogody i błoto zniechęciły nas do wędrówki z dzieciakami po połoninach. Zamieniliśmy plany zdobycia najwyższych szczytów polskich Bieszczad na mniej ambitne. Najpierw pojechaliśmy do Majdanu. Tu zaczynają się kursy bieszczadzką kolejką wąskotorową. O 9 rano można jechać do Przysłupa, a o 13 do Balnicy albo Michowej Woli. Wycieczka do Balnicy trwa 45 minut w jedną stronę a bilet powrotny kosztuje 14 PLN. Mieliśmy godzinę do odjazdu, więc wcześniej zdążyliśmy zjeść wczesny i skromny obiad w Ponderozie bodajże w Lisznej gdzie chłopaki zaprzyjaźnili się z Majorem, bardzo przyjaznym i dobrze wytresowanym owczarkiem niemieckim. Musieliśmy się spieszyć, ale smaczne pierogi i zapiekanki były gotowe bardzo szybko. Na stacji byliśmy kwadrans przed odjazdem a już prawie nie było wolnych miejsc. Jak nas jednak zapewniała kasjerka biletów jest sprzedawanych tyle ile siedzeń. Mieliśmy miejsce w jedynym wagonie zamkniętym. No może nie do końca zamkniętym bo wszystkie okna były maksymalnie pootwierane. Jak dla mnie taka przejażdżka to strata czasu i pieniędzy, ale Krzysiowi i Szymonowi nawet się podobało, szczególnie kiedy w drodze powrotnej po krótkiej przerwie w Balnicy siedzieliśmy już w wagonie odkrytym. Kolejka najpierw jedzie wzdłuż drogi, a potem przez bukowy las z prędkością z którą porusza się szybki piechur a widoki nie są z tych najlepszych w Bieszczadach. Jak to powiedziała jedna z współpodróżniczek możemy powiedzieć że tę atrakcję zaliczyliśmy. O dziwo cieszy się ona dużą popularnością i wszystkie miejsca w dość długim pociągu były zajęte.

resztki spalonej cerkwi w Komañczy Cerkiew w Rzepedzi
Cerkiew w Turzansku Nawet nie wiem gdzie to...

Po dotarciu na stację Majdan i zapłaceniu 3 PLN za parking ruszyliśmy dalej w kierunku Komańczy i w Smolnikach skręciliśmy na drogę wiodącą doliną Osławy. Wyglądała ona znacznie lepiej na mojej starej mapie niż w rzeczywistości. Mijaliśmy wioski z ubogimi chałupami, bieszczadzkie łąki i pagórki a a główną atrakcją były przejazdy po malutkich mostkach i w bród przez rzekę. W pewnym momencie nawet musieliśmy przejechać po drodze leśnej wbrew zakazowi ruchu ale nie uśmiechało nam się za bardzo wracać kilkanaście kilometrów po nie najlepszej nawierzchni. Na szczęście do Duszatynia, skąd mieliśmy ruszyć na szlak, było już blisko. Po dotarciu do wioski zostawiliśmy samochód na początku szlaku i ruszyliśmy ku Jeziorkom Duszatyńskim pomimo dość późnej pory wykorzystując popołudniową poprawę pogody. Nieco błotnistym szlakiem doszliśmy do Jeziorek w ciągu godziny dzięki niezłemu tempu narzuconemu przez młodzież i w rezerwacie przyrody Zwięzło zrobiliśmy sobie małą przerwę połączoną z konsumpcją pysznego pasztetu. Pokrzepieni musieliśmy niestety wracać by zdążyć przed zmrokiem tym bardziej, że nie mieliśmy jeszcze zorganizowanego noclegu. Drogę powrotną przez piękny bieszczadzki las pokonaliśmy jeszcze szybciej. Może dlatego, że było z górki. Dość sprawnie chociaż ciągle wzdłuż lub w poprzek rzeki Osławy dojechaliśmy do Rzepedzi. Ta zrobiła na mnie bardzo przygnębiające wrażenie ze swoimi blokami, których w żaden sposób nie potrafiłem zaakceptować. Jest to swoisty skansen architektury bieszczadzkiej czasów z innego ustroju. Wylądowaliśmy już o półmroku w Komańczy i o dziwo z noclegiem nie było wcale łatwo. Wolne miejsca były ale gospodyniom nie chciało się przyjmować gości na jedna noc za jedyne 100 PLN gdyż usłyszeliśmy, że koszta prania pościeli są zbyt wysokie. Na szczęście trafiliśmy na niesamowicie miłych ludzi w schronisku PTTK i specjalnie abyśmy mogli przenocować wszyscy w jednym pokoju poprzenosili innych gości za co serdecznie im i gościom dziękuję. Dostaliśmy nawet zniżkę na nieletnich i za zaoszczędzone pieniądze zamówiliśmy cztery porcje wyśmienitej jajecznicy z kiełbasą. Spało się rewelacyjnie i nawet Ola budząca się regularnie o szóstej rano tym razem pospała do ósmej. 

Na ulicach Sanoka W cenrtum Sanoka
San W sanockim skansenie

Środa 29.08

Nie do końca było nam to na rękę ponieważ planów na ten dzień mieliśmy sporo. Oczywiście prognoza pogody znów się nie sprawdziła i choć zapowiadany był deszcz to niebo aż po horyzont było idealnie błękitne. Trochę szkoda w taką pogodę z Bieszczad wyjeżdżać tym bardziej że właśnie z powodu aury nie wszystkie plany zrealizowaliśmy. Ostatni dzień też miał dostarczyć nam sporo wrażeń. Najpierw pojechaliśmy obejrzeć resztki po spalonej cerkwi w Komańczy, której odbudowanie może okazać się ponad siły małej społeczności prawosławnej. Dwustuletnia cerkiew spłonęła doszczętnie w ubiegłym roku i choć zgromadzono już sporo materiałów na jej odbudowe na pewno potrzeba jeszcze ofiarności wielu osób by projekt odbudowania tego wyjątkowego zabytku powiódł się. Kolejnymi prawosławnymi cerkwiami odwiedzonymi przez nas były świątynie w Rzepedzi i Turzańsku. Niestety obie były zamknięte a nie mieliśmy czasu by odszukać klucznika i obejrzeć wspaniałe podobno zdobienia wnętrz – głównie ikon.

Chatka Baby Jagi? Raj dla pszczol
Zabytkowe ule Staropolskie krajobrazy
Tak kiedys mieszkano Oli sie podoba historia

Powetowaliśmy sobie to w Sanoku. Na zamku spędziliśmy sporo czasu podziwiając część najbogatszych, według kasjerki, w Polsce zbiorów ikon i innych elementów prawosławnej sztuki sakralnej, a dodatkowo obejrzeliśmy całkiem pokaźny zbiór płócien Zdzisława Beksińskiego pochodzącego z Sanoka. Miasto zrobiło na nas bardzo dobre wrażenie i stwierdziliśmy, że gdyby nie kwestia odległości i jakości polskich dróg moglibyśmy tu mieszkać. Za poradą miłego pana parkingowego na obiad udaliśmy się na obiad do baru Smyk. Po zjedzeniu żurku, szpinakowych pierogów, kurczaka i schabowego z pełnym brzuchami pojechaliśmy na drugi brzeg Sanu by obejrzeć największy w Polsce skansen. Mieliśmy szczęście że ktoś już przed nami pomyślał o zorganizowaniu mini grupy i dołączyliśmy do pary z córeczką z naszych rodzinnych stron i czwórki wczasowiczów, z którymi wspólnie wynajęliśmy przewodnika za 30 PLN. Dodatków trzeba jeszcze wykupić bilety wstępu – 9 PLN dorośli i 6 PLN dzieci. Tylko z przewodnikiem wchodzić można do wnętrza chat, gdzie prawie wszędzie nie ma problemów z siadaniem na zabytkowych ławkach, kręceniem żarnami, braniem do ręki starych narzędzi czy nawet położeniem się do kołyski łemkowskiej o czym przekonała się nasza córeczka. Głównie oglądaliśmy zabudowania z czasów gdy w Bieszczadach i Beskidzie Niskim mieszkali Bojkowie i Łemkowie. Nasza przewodniczka opowiadała sporo ciekawych historii, a dzieciaki cieszyły się, że pozwalała im wchodzić po drabinach na strychy w zwiedzanych chałupach, częstokroć kurnych chatach. W skansenie trwają intensywne prace nad rozbudową i w niedługim podobno czasie będzie można spacerować po uliczkach galicyjskiego miasteczka. Miejmy nadzieje, że przy następnej wizycie za ładnych kilka lat. Ponad dwie godziny minęły nam niesamowicie szybko i trzeba było kończyć zwiedzanie i ruszać w drogę do Krakowa, gdzie u mojego brata spędziliśmy ostatnią noc a chłopaki szaleli z Kacprem do późnych godzin wieczornych.

Przydrzna kapliczka Kosciol przeniesiony do skansenu Kolejna kapliczka

 

Pomimo, że nie udało się nam pokonać zaplanowanych bieszczadzkich szlaków wycieczka podobała się wszystkim uczestnikom, a w wyższe partie tych najdzikszych polskich gór będzie jeszcze na pewno okazja powrócić. Największym jednak sukcesem naszej wyprawy okazał się fakt, że najmłodsza jej uczestniczka wróciła do domu z umiejętnością samodzielnego chodzenia na własnych kończynach dolnych bez konieczności podpierania się górnymi choć nad kondycją i techniką tej nowej dla niej umiejętności trzeba jeszcze będzie trochę popracować.

 

Piotr Bułacz


[Strona główna]

[Turcja] [Costa Brava] [Hiszpania] [Babia Góra] [Bieszczady] [Słowacja]

[Kreta] [Słowacki Raj] [Meiningen] [Węgry] [Lublin]

[Szklarska Poręba] [Babia Góra 2001] [Szwajcaria] [Wenecja] [Chorwacja] [Roztocze]

[Londyn] [Syria] [Ukraina] [Kraje Nadbałtyckie] [Słowacja] [Krym] [Rumunia] [Moskwa]

[Maroko] [Paryż] [Azerbejdżan Gruzja Armenia] [Rosja] [Praga]

[ Uzbekistan  Kirgizja ] [Iran] [Bułgaria] [Tajlandia Laos]

[ Kuba ] [Jordania Izrael] [Mazury] [Islandia] [Czeski Raj] [Bornholm] [Niemcy] [Austria] [Maroko

[ Etiopia ][Gambia] Słowacja 

Lanzarote Anglia [Rzym] Estonia Bieszczady

Argentyna Skandynawia