Nigdy nie było okazji odwiedzić świętego miasta wcześniej więc pierwsza rocznica ślubu wydawała się być dobrą okazją. Żeby było romantyczniej zakupiłem bilety nie tylko dla mnie i żony, ale również dla naszej maleńkiej córeczki Oli i mojego syna Krzysia. W sumie przelot z Łodzi do Rzym Ciampino w Centralwings kosztował trochę ponad 1000 PLN dla całej rodziny. Polecieliśmy w czerwcowy weekend kilka ładnych tygodni po naszej rocznicy, ale z powodu strajków lekarzy ciężko było znaleźć wcześniej wolny termin.
![]() |
![]() |
![]() |
Piątek 22.06
Niestety samolot miał ponad dwie godziny opóźnienia i nie dość, że musieliśmy
siedzieć długo na lotnisku, to z wieczornego spaceru w Rzymie nici. Wylądowaliśmy
około 22 zamiast o 19 z minutami. Na szczęście dzieciaki zniosły podróż całkiem
dobrze. W Polsce było dość ciepło, ale w Rzymie pomimo późnej pory było
znacznie cieplej. Istnieje kilka możliwości dojazdu do centrum z lotniska.
Najprostsza to taxi za ustaloną cenę 30 € choć podobno taksówkarze próbują
naciągać. Można też dojechać bezpośrednimi autobusami za 9 lub 6 €.
Wybraliśmy tańszą opcję choć trzeba było dojść odrobinę dalej. Miłe
panie przed wejściem z lotniska informują o możliwościach dojazdu, więc nie
ma problemów by się odnaleźć. Dzieci nawet dziewięcioletnie za bilet nie płacą.
Autobus dowiózł nas do dworca kolejowego Rzym Termini. Zgodnie ze wskazówkami
otrzymanymi w mailu od gospodyni kwatery, gdzie wynajęliśmy pokój musieliśmy
przejść na drugą stronę dworca co zajmuje całkiem sporo czasu. Bez większych
problemów znaleźliśmy ulicę Turati i nasz nocleg.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Gospodyni czekała na nas w swoim mieszkaniu na piątym piętrze. Na szczęście była winda. Pokój nas trochę zaskoczył i to niestety na minus... Wprawdzie mieliśmy łazienkę, ale w mieszkaniu na ostatnim piętrze nie było nawet wentylatora, a miejsca było tylko tyle by przejść obok łóżek do łazienki. Spodziewałem się czegoś więcej, zwłaszcza, że w życiu nie płaciłem tyle za nocleg. Pokój kosztował nas 75 € za dobę, ale to w Rzymie podobno wcale nie tak drogo. Największą jego zaletą była lokalizacja w samym centrum, blisko dworca i metra. Niestety okna wychodzącego na główną ulicę, pełną jeżdżących pojazdów, nie mogliśmy zamknąć przez całą noc, by nie umrzeć z gorąca.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Zostawiliśmy bagaże w pokoju i mimo późnej pory zabraliśmy dzieciaki na bardzo późną kolację. Zwłaszcza Krzyś nie mógł doczekać się włoskiego jedzenia. Okazało się, że na naszej ulicy kilka kroków od kwatery po obu stornach jest kilka knajpek, w których do nocy trudno znaleźć wolne miejsce. Ważnym warunkiem oprócz wolnego miejsca była możliwość zjedzenia pizzy. Usiedliśmy przy malutkim stoliku i chociaż w karcie nie było pizzy, starszy kelner zapewnił nas, że ją na pewno poda. Po chwili zobaczyliśmy jak wysłał młodą dziewczynę do pizzerii naprzeciwko. Krzyś dostał swoją pizzę Margaritę, a my zjedliśmy spaghetti i lazanię. Z napojami i napiwkiem kolacja w Rzymie kosztowała ok. 30 €. Dzięki otwartym oknom nie było problemów ze spaniem, ale Kasia i tak nie spała całą noc z powodu hałasu dobiegającego z ulicy.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Sobota 23.06
Po
wczesnej pobudce, mocno rozczarowaliśmy się śniadaniem wliczonym w cenę, gdyż
kawę trzeba było sobie zrobić samemu z saszetki, a do kawy był
„francuski” rogalik w mocno zdefasonowanym, plastikowym opakowaniu.
Rodzina zastrajkowała i sam musiałem zjeść rogalika, a reszta zażyczyła
sobie normalne śniadanie. Wyszliśmy więc w stronę kościoła Santa Maria
Maggiore szukając przytulnego baru oferującego dobrą kawę. Niebo – jak
to w Rzymie – było błękitne, a słońce już o ósmej rano mocno
przygrzewało. Z moimi towarzyszami podróży nie było szans na zwiedzanie z
pustym żołądkiem więc zasiedliśmy nad pachnącym capucchino vis a vis Santa
Maria Maggiore. Tutaj francuskie rogaliki wyglądały znacznie lepiej, ale za
skromne śniadanko przyszło nam zapłacić 15 €. Pierwszym punktem
zwiedzania była stojąca naprzeciwko katedra, która znacznie ciekawiej
prezentowała się wewnątrz. Potykaliśmy się o licznych turystów z całego świata
i tak już miało pozostać do końca naszej wycieczki.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Idąc w kierunku Koloseum nieco pobłądziliśmy, co pozwoliło nam obejrzeć ciekawe kamienice w bocznych uliczkach. W końcu, idąc przez park, w którym znajduje się Domus Aurea, doszliśmy do kolejnego celu. Kolejka do kasy miała długość około kilometra, więc daliśmy sobie spokój ze zwiedzaniem wnętrza i obeszliśmy budowlę dookoła podziwiając ją z zewnątrz. Można tu zrobić sobie zdjęcie z pretorianinem lub rzymianinem w todze, w czym brylowali turyści z Japonii. Minąwszy łuk Konstantyna, zrobiliśmy sobie dłuższą przerwę pod mniejszym łukiem Tytusa. Tak jak w wielu innych miejscach w Rzymie, można się było napić chłodnej wody z miejskich wodociągów. Podobno nadaje się do picia bez przegotowania. Dziewczyny zostały pod drzewem, a my z Krzysiem wspięliśmy się na wzgórze Palatyńskie. Piękne stąd widoki na Forum Romanum i Kapitol. Wejście do ruin jest również płatne: 11 € kosztuje bilet łączony z wejściem do Koloseum, a kolejka znacznie tu mniejsza.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Po przejściu wśród pozostałości rzymskich budowli Forum Romanum, wspięliśmy się po wysokich schodach na Kapitol, co nie było łatwe z Olą leżącą w wózku. Dowiedziawszy się jak długo zwiedza się muzea zlokalizowane w Pałacu Kapitolińskim zdecydowaliśmy się na spacer w kierunku Zatybrza. Obok Teatru Marcello doszliśmy do mostu prowadzącego na Isola Tiberina. Tu mieliśmy okazję skosztować słynne rzymskie lody. My zjedliśmy po dwie ogromne gałki w różnych smakach, a biedna Ola, z powodu alergii na mleko, musiała zadowolić się jedynie wafelkiem. Przeszliśmy przez kolejny most i spacerując po uliczkach Zatybrza rozglądaliśmy się za miejscem na obiad. Knajpek tu mnóstwo więc wybór był trudny. Usiedliśmy tam, gdzie było najwięcej klientów, zakładając, że będzie smacznie. Krzysiu zjadł kolejną pizzę, tym razem z pieczarkami, a my wzięliśmy menu dnia składające się bruschetty, zupy, pysznego mięsa i deseru. Za wypite wino, piwo i napój trzeba było zapłacić ekstra. W trakcie posiłku nie mieliśmy kłopotów z córeczką, która wędrowała z rąk do rąk zachwyconych nią przemiłych kelnerek. Naszemu „cygańskiemu” dziecku wcale to nie przeszkadzało. Całość obiadu kosztowała ok. 30 €.
![]() |
![]() |
![]() |
Z pełnymi żołądkami zwiedziliśmy jedną z najstarszych w Rzymie Bazylikę Św. Marii na Zatybrzu, po czym ruszyliśmy przez most Garibaldiego w kierunku Campo de Fiori. Niestety późnym popołudniem za dużo kwiatów już nie zobaczyliśmy. Przeszliśmy dalej na Piazza Navona, gdzie znów przeciskając się wśród tłumów weszliśmy do kościoła Nostra Signora del Sacro Cuore po obejrzeniu którego podziwialiśmy wspaniałe kamienice na placu. Do Pantheonu również nie udało się nam wejść z powodu nieprzebranej ilości turystów. Podobnie było pod fontanną di Trevi, gdzie każdy przepycha się by jakoś sfotografować znajomych lub rodzinę ze słynną budowlą w tle. Historia fontanny jest bardzo długa, ale ja zawsze kojarzyłem ją z Anitą Ekberg i filmem Federico Felliniego "La dolce vita" . Doszliśmy jeszcze do placu Hiszpańskiego na krótką chwilę, ale trzeba było uciekać, gdyż żona zaczęła zaglądać do sklepów z ciuchami i butami. Mijając cztery fontanny doszliśmy już o zmroku na Plac Republiki, skąd po kilku fotkach ruszyliśmy w kierunku naszej kwatery. Po drodze trafiliśmy do przemiłej knajpki i tym razem wszyscy zjedliśmy pyszną pizzę z różnymi dodatkami. Krzysiowi dieta włoska bardzo odpowiadała i stopniowo zwiększał ilość dodatków w zamawianych pizzach. O dziwo pomimo wielu kilometrów które dziś pokonaliśmy nikt nie narzekał na bóle nóg czy zmęczenie i nawet córeczka znosiła upały i zwiedzanie doskonale. Widocznie geny podróżnicze dostała od obojga rodziców.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Niedziela 24.06
Niedzielne śniadanie serwowane na kwaterze niczym nie różniło
się od sobotniego i znów tylko ja zjadłem rozgniecionego
„francuskiego” rogalika. Reszta ekipy z pustymi żołądkami
pomaszerowała do najbliższej stacji metra „Vittorio Emanuele”. Nie
mieliśmy drobnych euro i dlatego nie mogliśmy kupić biletów w automacie na
stacji. Na szczęście można je też nabyć w ulicznych kioskach uzyskując
resztę. Wybraliśmy przejazd metrem do Watykanu, by zaoszczędzić czasu i sił.
Jednorazowy przejazd metrem kosztuje bodajże 1€. Wysiedliśmy na stacji
„Ottaviano” gdzie ekipa zażądała śniadania przed rozpoczęciem
zwiedzania. Na Via Ottaviano wstąpiliśmy do małej cukierni, w której za
znacznie mniejsze pieniądze niż poprzedniego dnia, tyle że na stojąco,
zjedliśmy pyszne ciastka popijając kawę.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
Jak w każdą ostatnią niedzielę miesiąca wstęp do
Muzeum Watykańskiego był za darmo. Wcale nie zachęciło nas to do zwiedzania,
ponieważ kolejka do wejścia już na godzinę przed otwarciem bram miała kilkaset metrów
i ciągnęła się aż do Placu Św. Piotra. W zamian za to, na Placu i w
Bazylice było całkiem luźno. Po serii fotografii przed Bazyliką weszliśmy
do środka, aby obejrzeć jedną z największych świątyń na świecie. Do 1989
była największa, ale wówczas ukończono budowę Bazyliki Matki Boskiej Królowej
Pokoju w Yamoussoukro w Wybrzeżu Kości Słoniowej. Ogrom Bazyliki budzi respekt, jest to „żelazny
punkt” wycieczek do Rzymu, nie tylko dla pielgrzymów, ale również dla
przedstawicieli innych wyznań. Na czas nabożeństw są oni jednak proszeni o
umożliwienie modlitwy wiernym przy głównym ołtarzu. Mieliśmy możliwość
uczestniczenia we mszy o godz. 11.00 będąc bardzo blisko ołtarza, a Krzyś który
niedawno przyjął Pierwszą Komunię, był bardzo dumny, że mógł przyjąć
ten sakrament w Watykanie. Po uroczystej mszy św. wysłuchaliśmy na Placu
papieskiego orędzia "Urbi et orbi" i poszliśmy do katakumb obejrzeć historyczne
grobowce namiestników Chrystusa: między innymi Jana Pawła II. Na wspinaczkę
na wieżę ekipie zabrakło już sił.
![]() |
![]() |
![]() |
Opuściliśmy Watykan i doszliśmy do Castel Sant’Angelo - kolejnego symbolu Rzymu, a dalej mostem Sant’Angelo wróciliśmy na drugą stronę Tybru. Spacerując ciasnymi uliczkami wzdłuż Tybru na południe, kierowaliśmy się na Zatybrze szukając miejsca, gdzie moglibyśmy zjeść obiad. Szukaliśmy i szukali, aż w końcu trafiliśmy do tej samej knajpki, w której byliśmy wczoraj. Zamówiliśmy ponownie dania dnia, które smakowały równie wybornie. Ola znów cieszyła się dużym powodzeniem kelnerek, ale tym razem miały chyba zakaz brania jej na ręce. Lekko zachwianym krokiem po wypiciu dwóch piw przeszliśmy przez sporą część Zatybrza. Minęliśmy Ministerstwo Kultury i Sztuki mieszczące się w ogromnym budynku i przez Ponte Sublicio doszliśmy do Placu Kawalerów Maltańskich. Wprawdzie nie byliśmy zmęczeni, ale temperatura zmusiła nas do odpoczynku. Usiedliśmy pod fontanną i chłodząc się od czasu do czasu graliśmy na ławce w „Farmera”, korzystając z tego, że Ola ucięła sobie popołudniową drzemkę.
|
![]() |
![]() |
![]() |
Gdy tylko zrobiło się nieco chłodniej, ruszyliśmy ponownie na miasto. Trudno ustalić którędy szliśmy, gdyż nieco pobłądziliśmy w części miasta, która nie mieściła się na naszej mapie. Ważne jednak, że dotarliśmy w końcu do Circo Massimo, a raczej do tego, co z niego zostało. Kiedyś była to arena wyścigów rydwanów, a obecnie można spotkać tu spacerujących turystów i uprawiających jogging tubylców. Przeszliśmy wzdłuż murów otaczających Palatyn, mijając kilka pięknych kościołów i podziwiając po raz kolejny widoki na ruiny starego miasta trafiliśmy na Kapitol. Tu wysłuchaliśmy występów amatorskiego chóru, a Krzyś miał jeszcze siłę wspiąć się po bardzo wysokich schodach prowadzących do świątyni obok. Kolejnymi miejscami odwiedzonymi w trakcie naszej wędrówki był Plac Wenecki, Fora Trajana, Augusta i Cezara, a następnie wylądowaliśmy pod Koloseum, które oświetlone zachodzącym słońcem wyglądało jeszcze piękniej niż poprzedniego dnia. Zmobilizowani przez głód, szybkim krokiem przeszliśmy przez Park Trajana i minąwszy kilka przecznic znaleźliśmy się na ulicy Turati, gdzie w jednej z licznych knajpek zasiedliśmy do pizzy na świeżym powietrzu.
![]() |
![]() |
![]() |
Poniedziałek 25.06
Musieliśmy wstać bardzo wcześnie. Pierwszy autobus na
lotnisko Ciampino odjeżdżał o 6 rano, z przystanku za dworcem kolejowym. Nie
obyło się jeszcze bez kawy i ciasteczka w dworcowej kawiarni. Po sprawnej
odprawie udaliśmy się na wolnocłowe zakupy, na których Krzyś wybrał sobie
swatch’a na prezent urodzinowy. Dalsza podróż przez Łódź odbyła się
bez żadnych problemów i zdążyłem jeszcze na popołudniowy dyżur do
przychodni.
Rzym podobał się nam wszystkim, szczególnie Krzysiowi,
choć mnie osobiście nie powalił na kolana. Na pewno trzeba mieć dużo więcej
czasu i pieniędzy, żeby w pełni docenić uroki tego miasta a największym
jego problemem są tłumy turystów.
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |
[Turcja] [Costa Brava] [Hiszpania] [Babia Góra] [Bieszczady] [Słowacja]
[Kreta] [Słowacki Raj] [Meiningen] [Węgry] [Lublin]
[Szklarska Poręba] [Babia Góra 2001] [Szwajcaria] [Wenecja] [Chorwacja] [Roztocze]
[Londyn] [Syria] [Ukraina] [Kraje Nadbałtyckie] [Słowacja] [Krym] [Rumunia] [Moskwa]
[Maroko] [Paryż] [Azerbejdżan Gruzja Armenia] [Rosja] [Praga]
[ Uzbekistan Kirgizja ] [Iran] [Bułgaria] [Tajlandia Laos]
[ Kuba ] [Jordania Izrael] [Mazury] [Islandia] [Czeski Raj] [Bornholm] [Niemcy] [Austria] [Maroko]
Lanzarote Anglia Rzym Estonia [Bieszczady]
Argentyna Skandynawia